Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/158

Ta strona została przepisana.


skawa nie wspominać Stasi ani słóweczka o tym liście.
— Nie?
— Ani jednego wyrazu.
— A ja właśnie chciałam napisać do Czesława z wymówką. Zaczynałam już nawet, ale fatalny ból głowy przeszkodził mi.
— To dobrze się stało. Udawajmy, że nie wiemy o niczem. Stasia pierwsza nie odezwie się.
— Zkąd to możesz wiedzieć.
— Bo Czesław w liście prosi ją o sekret, a mama wie jak Stasia ulega wpływowi brata.
— Bardziej niż naszemu — rzekła radczyni z westchnieniem.
— Tak, to jest niestety fakt.
Przeszedł kilka razy wzdłuż salonu, wreszcie zatrzymawszy się przed radczynią, rzekł:
— Nic nam nie może bardziej zaszkodzić, jak wszelkie fałszywe pogłoski i plotki, dla tego szczególnie proszę, żeby się mama niczem a niczem nie zdradziła.
— Wszak ty nie wierzysz, Adolfie?
— Nie wierzę, ale wcale sobie nie życzę, żeby ludzie o tem mówili; każda plotka rozpowszechnia się bardzo prędko, a jak w tym razie mogłaby nam zaszkodzić.
— Cóż, jak się pokaże że nieprawda? — Choćby nawet, niejeden plan może się nie udać, a później trudno już będzie naprawiać.
— Cóż chcesz przez to powiedzieć Adolfie.