Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/161

Ta strona została przepisana.


prędzej dojdziecie do pożądanego rezultatu. Zostawiam więc mamie plac boju i uciekam, w nadziei, że powróciwszy, powinszuję zwycięztwa.
Powiedziawszy to, pan inżynier wyszedł.
Radczyni zostawszy sama w salonie, zapadła w głęboką zadumę. Oparła głowę na rękach i siedziała nieruchomo.
W przeciągu kilku godzin doznawała tyle wrażeń, że nawet jasno sprawy sobie zdać z nich nie mogła.
Przytem zamierzona stanowcza rozmowa z córką napełniała ją także niepokojem i trwogą.
Jak jej powiedzieć, jakiemi słowy przekonać, jeżeli się nie zgodzi, jaki moralny nacisk wywrzeć jeżeli opierać się będzie?
Radczyni, aczkolwiek pragnąca blichtru, do którego całe życie przyzwyczajona była, aczkolwiek lubiąca zbytek a przynajmniej jego pozory, pojmowała jednak bardzo dobrze, że niełatwo będzie namówić młode dziewczę, aby zaledwie na progu życia już się tego życia wyrzec miało; przytem w sercu radczyni budziło się uczucie macierzyńskie. Ono kładło swoje veto, ono nie pozwalało, aby młodziutką, pełną sił, życia i energii istotę łączyć dozgonnym węzłem z człowiekiem schorowanym i cierpiącym, przeżytym i zgorzkniałym przedwcześnie.
Wprawdzie pan inżynier bardzo mądrze tłomaczył, że młodość przemija szybko, a dostatki uprzyjemnić mogą całe życie, aż do ostatniej chwili prawie, ale radczyni czuła, że ten argument całkiem szłuszny z pozoru, do przekonania Stasi trafić nie może.