Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/168

Ta strona została przepisana.


— Ostatecznie czas już pomyśleć o przyszłości, czas wyjść zamąż.
— Kiedy mnie nikt nie chce — odpowiedziała ze śmiechem.
— Co też mówisz! Jest człowiek bardzo, a bardzo tobą zajęty, nawet to mało powiedziane zajęty, zakochany w tobie po uszy jak młodzik.
— Jak młodzik, mama powiada, a więc nie młodzik.
— Istotnie, człowiek trochę już poważniejszy, powierzchowności skromnej, ale przy bliższem poznaniu dużo zyskuje, powiedziałabym, że nawet jest miły. W gruncie rzeczy, moja Stasiu, cóż tam powierzchowność! szczerze mówiąc, głupstwo. Nic nie przemija tak szybko jak wdzięki młodości i jak wszelkie jej uniesienia. To wszystko, proszę cię, moje dziecko, jest jak kwiatek, ładne zapewne, miłe, ale krótkotrwałe, a życie natomiast długie, wymagania jego wielkie, coraz większe.
— Słyszałam to przed dwoma dniami od Adolfa, wtrącał do rozmowy słowo w słowo takie zdania.
— Nie dziw się kochanie, Adolf jest człowiek bardzo rozsądna przedewszystkiem praktyczny.
— Wiem, wiem o tem moja mamo, Adolf...
— Wierz mi że on was bardzo kocha, a o tobie szczególniej moja Stasiu myśli jak o rodzonej siostrze.
— Tak, przeczuwam, że i dzisiejsza rozmowa wypłynęła z jego inicyatywy, gotowam się założyć.
— Nie potrzebujesz się zakładać, gdyż nie za-