Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/187

Ta strona została przepisana.


Teraz czuje się jakby ją nagle w inny świat przeniesiono; otwiera okno żeby usłyszyć rozmowę przechodniów, pochwycić nutę jakiej piosenki i śmieje się jak dziecko do drzew, do kwiatów, do wody, co się w rzece srebrem przelewa.
Tak ją wszystko przejmuje, że co chwila płacze.
Pan inżynier ma ją zawieźć do Warszawy albo Wiednia, żeby się jakiego znakomitego neuropaty zaradzić. Stasia twierdzi, że najlepiejby było dla siostry w rodzinnych stronach zamieszkać, ale to niemożebne, ponieważ pan Adolf miliona jeszcze nie zrobił.
On sam, przez te kilka lat odmienił się także. Urosła mu ogromna broda, która z dumą rozkłada się na szerokich piersiach, utył na potęgę, akcent mowy zmienił i jeszcze jest okazalszy, poważniejszy niż przedtem.
Miliona jeszcze nie ma, lecz głowę już tak nosi, jakby go oddawna posiadał.
Proszony przez żonę, aby się do matki i rodzeństwa w odwiedziny wybrał, zgodził się na to, ze względu na zdrowie pani Janiny, która coraz bardziej szczupłą i mizerną się stawała.
Ustąpił więc jej prośbom, może nietyle z przywiązania i miłości dla niej, ile z obawy, że może stracić kobietę, nad którą pokorniejszej, potulniejszej i bardzo wszelkim jego grymasom dogadzającej, nie znalazłby na świecie.
Pojechali więc.
Przybywszy na miejsce, powitał matkę żony i rodzeństwo z powagą i z pewnym protekcyonalnym