Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/189

Ta strona została przepisana.


zawsze waszego dobra. Jeżeli nie wierzycie, to spytajcie Janinki, ile razy zajmowały mnie myśli o waszym losie. No czyż nie tak moja żono?
— Tak, w samej rzeczy — rzekła pani Janina, — Adolf was bardzo kocha, a chociaż niekiedy bywa przykry...
— Że też przez tyle lat pożycia naszego nie nauczyłaś się jeszcze rozróżniać, co to jest być dla kogo przykrym, a co zachowywać odpowiednią do stanowiska swego godność i powagę! Ja nietylko dla twego rodzeństwa, ale nawet dla moich podwładnych, dla ludzi zależnych odemnie, nigdy przykry nie jestem, zachowuję się tak, jak tego moja godność i stanowisko wymaga. Cóż chcesz? Przecież nie mogę wdawać się z nimi w żarciki i dowcipki.
— Słusznie, słusznie — odezwał się Czesław z lekkim odcieniem ironii. Powaga przedewszystkiem.
— Tak, powaga i obowiązek. Gdy wszyscy pełnią obowiązki swoje, a raczej gdyby wszyscy swoje obowiązki pełnili, byłby na świecie idealny ład i porządek.
— Bagatela, gdyby wszyscy...
— To jest właśnie mój ideał ustroju społecznego. Jedna część ludzkości, ma się rozumieć znacznie mniejsza, powinna zarządzać, druga w znakomitej większości, stać wyprostowana jak drut, słuchać i ślepo wykonywać to co się jej każe. To jest moje marzenie.
— A gdyby cię los postawił wśród większości? — zapytała Stasia — czy miałbyś te same przekonania?