Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/190

Ta strona została przepisana.


— Rzecz naturalna, że tak, tylko przez sumienne, ślepe wykonywanie zleceń danych mi przez zwierzchników, starałbym się wydobyć z większości, która słucha i dostać się do szeregów mniejszości, która rozkazuje, ale odeszliśmy od przedmiotu. Wszcząłem tę rozmowę dlatego, aby przekonać was, że zawsze o was myślałem.
— Któż o tem kiedy wątpił, zawołała radczyni.
— Byli tacy. Czesław naprzykład...
— O mój panie Adolfie, dajżesz pokój. Jesteś mężem naszej siostry, jesteś naszym gościem, pragnąłbym przyjąć cię jak najserdeczniej, a ty wszczynasz kwestye, o których lepiej by nie mówić.
— Ale...
— Ale pozwól. Podoba ci się to wino? — Doskonałe! Od wielu lat nie miałem w ustach takiego nektaru.
— A więc jeszcze jeden kieliszek! — Zgoda! Pić dobre wino to jest także do pewnego stopnia obowiązek, ale widzisz Czesławku kochany...
— Co?
— No ja wam zawsze mówiłem, to jest tobie i Stasi, że praca jest podstawą bytu człowieka. Czy tak?
— Zdaje się.
— Zawsze wam mówiłem, że nie należy oglądać się na cudzą pomoc. Nie mam pretensyi do wdzięczno-