Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/69

Ta strona została przepisana.


— Czesiu! Czesiu! — zawołała matka z wyrzutem — bądźżeż uważniejszy.
— Pozwoli mama, że po tem co usłyszałem, rzekł z godnością pan Adolf, cedząc każdy wyraz powoli — pozwoli mama, że mówiąc o interesach familijnych, unikać bądę wzmianki o panu Czesławie.
— Ależ bo zawsze między wami coś jest — wtrąciła pani Janina — ja nie pojmuję doprawdy...
— Ty, moja żono, nie pojmujesz wogóle wielu rzeczy, ale to wiedzieć powinnaś, że nie mam potrzeby myśleć o człowieku, który mnie obraża. Mam moje własne dzieci i obowiązki...
Czesław chciał coś odpowiedzieć i rozmowa przybrałaby jeszcze drażliwszy charakter, gdyby nie wejście służącej, która przyszła oznajmić, że w kuchni czeka posłaniec.
Młody człowiek wyszedł i odebrał list, spojrzał na kopertę i zbladł. Pod wpływem silnego wrażenia chwycił się oburącz za głowę, ale oprzytomniał szybko i rzekł do służącej:
— Jak się pani zapyta o mnie, to powiedz, że odebrałem bardzo pilny list od kolegi, że muszę zaraz do niego pójść i zapewne dopiero za jakie dwie godziny powrócę.
Skłamał, gdyż list nie był adresowany do niego i nie pochodził wcale od kolegi...
Wyszedłszy na ulicę, udał się prosto przed siebie, nie patrząc na nikogo, potrącając przechodniów, nie wiedząc dokąd i po co się udaje... Przeszedłszy kil-