Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom IV.djvu/55

Ta strona została skorygowana.



III.

Pan Sylwester, patrząc na pracę Jania, uczuwał wielkie zadowolenie wewnętrzne. Uśmiechał się nawet, co mu się w ogóle bardzo rzadko zdarzało, i kilka razy bez specyalnego powodu złożył nad głową syna pocałunek w powietrzu.
Był to najwyższy akt uznania i rozrzewnienia, na jaki właściciel Piotrowic mógł się zdobyć.
Pan Załuczyński widział z pociechą, że syn jest na dobrej drodze, że wciąga się do jarzma jak wół, że zostanie z czasem doskonałym fabrykantem zboża i okowity, oraz że potrafi składać grosz do grosza i powiększać bogactwo, to bogactwo, które według zdania p. Sylwestra jest siłą, bronią, zadatkiem życia, fundamentem przyszłości.
Kto bogaty, ten niezależny, kto niezależny, ten pewny siebie, śmiały, nie potrzebuje ani przeskakiwać, ani podłazić — idzie wprost do celu.
Społeczeństwo to wielka fabryka, członkowie jego robotnicy, pomoc własna ich hasło. Każdy robi co do niego należy; każdy zarabia dla siebie i oszczędza. Po tej drodze wszyscy idą; kto słabszy, upada i ginie... Mniejsza o niego! Gdzie idzie o masy, nie liczy się straty jednostek, ani jej