Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom IV.djvu/61

Ta strona została skorygowana.

— Powiedzże mi, mój drogi, niechże dowiem się prędzej.
— Otóż, moja Irenko — rzekł, — jutro mamy jechać z ojcem do regenta i podpisać kontrakt o dzierżawę Majdanu.
— Któż bierze tę dzierżawę?
— Kto? Co za pytanie? Ja biorę.
— I to cię tak cieszy? To, że będziesz mieszkał pod lasem, razem z wilkami, o dwie mile od domu, na wygnaniu. To cię napełnia radością?
Janio roześmiał się.
— Ależ mój drogi — mówiła Irenka, — tam z głodu umrzesz! Kto ci jeść ugotuje? Kto gospoderstwem domowem się zajmie? nareszcie, gdzie będziesz mieszkał? Przecież ja znam tę pustkę, byłam tam na wiosnę, i o ile sobie przypominam, domu w niej nie ma.
— Jest i dom, są i zabudowania, ojciec kazał postawić oborę, stajnię i stadołę, a domek jest dawny, po gajowych.
— Buda chyba! bo dom musiałabym zauważyć.
— Mówię ci, że wcale porządny dwór, zwłaszcza dla takiego magnata jak ja. We drzwiach trzeba się dobrze schylać, żeby głowy nie rozbić. Jest sionka, z sionki na prawo izba i alkierz. Otóż na jednej stronie będę miał i sypialnię, a na drugiej osiądzie jaka babina. Właśnie chciałem cię prosić, żebyś mi dała jaką uczciwą kobietę, któraby potrafiła ugotować kawałek mięsa i zająć się różnemi drobiazgami domowemi.
— Naturalnie, że dam ci jedną z naszych służących, bardzo dobrą kobietę; ale mój Janeczku w głowie mi się nie mieści, jak ty będziesz mógł mieszkać w tem pustkowiu?