Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom IV.djvu/93

Ta strona została skorygowana.

Rzecz jasna, że Karpowiczówna najmniej odpowiadała widokom p. Sylwestra. Córka bankruta, który ledwie że dyszy; kosztem niesłychanych wysiłków, różnych „salto mortale“ kredytowych, utrzymuje się przy lichym folwarczku, nie może wnieść do spółki małżeńskiej ani majątku, ani umiejętność liczenia się z groszem. Jeżeli ojciec nie zastanawiając się, wydaje żydom zobowiązania zabójcze, jeżeli podejmuje się płacić niemożliwe procenta, a lichy produkt ze swego gospodarstwa sprzedaje na zielono, z bajecznem odstąpieniem od rzeczywistej jego wartości — to choćby tylko na podstawie teoryi dziedziczności, wnosić można, że i córka o rachunku nie ma najmniejszego pojęcia.
Mogłoby za nią przemawiać to, że wychowana w niedostatku nie będzie miała wielkich wymagań i zastosuje się do tego systemu oszczędności, jakim się rządzi maż. Może to być prawdopodobne, ale nie jest pewne, twierdzić nawet można, że jest wcale niepewne, gdyż bywały już przykłady, że kobiety ze sfery niezamożnej, niekiedy nawet biednej, zmieniwszy los z chwilą zamążpójścia i dorwawszy się do majątku, robiły największe zbytki i doprowadzały mężów do zupełnej ruiny.
Przykłady tego są bardzo liczne; sam p. Sylwester znał takich kilkanaście.
Janio, jako nieodrodny syn swego ojca, ożeni się rozumnie i dobrze. Weźmie znaczny majątek i osobę, która zna się na wartości grosza i potrafi go nietylko uszanować, ale w trójnasób pomnożyć. Taki ideał już p Sylwester upatrzył i czekał tylko chwili właściwej. Ponieważ jednak chłopiec jeździ do Zawadek, ponieważ rozmarza się i zawra-