Strona:Klemens Junosza - Bitwa morska na stawie.djvu/20

Ta strona została uwierzytelniona.
ROZDZIAŁ TRZECI.
O niebieskiéj wstążce, srokatym koniu i trzech kieliszkach wytrawnego.

Pani Piotrowa była niewiasta otyła i nabożna jak rzadko. Dbała o inwentarz i dzieci; a jeżeli mamy powiedziéć prawdę, to i inwentarz i dzieci były utrzymane wzorowo.
Była to matrona staréj daty, nie pod względem wieku, lecz pod względem zacności charakteru. Jakiś wisus z Warszawy nazwał ją „prowincyonalną szafą cnót.“
Raz po południu, po rozstaniu się pana Piotra z Pawłem, pani Piotrowa wydobyła z szafy prześliczną wstążeczkę niebieską, — i wplatając ją w jasne włosy Wandzi, mówiła o rozmaitych rozmaitościach, które dawały młodéj dziewczynie dużo do myślenia
— Widzisz moje dziecko, mówiła ta matrona, my pragniemy tylko twojego szczęścia Czas leci — ty wyjdziesz z domu, to znowuż Mania podrośnie, Mania wyjdzie to Zosia, ot, jak to zwyczajnie na świecie...
To mówiąc całowała ją w czoło i z macierzyńską dumą patrzyła na jéj śliczną twarzyczkę.
— Lecz moja mateczko, oponowała dziewczyna, gdzie pójdę? za kogo? przecież nikt się o mnie nie stara...
— Starzy ludzie mówili: że śmierć i żona od Boga przeznaczona, to samo ma się rozumiéć i o mężu; nie mówię przecież, żebyśmy cię dziś lub jutro za mąż wydali, ale staraj się podobać młodym ludziom, co u nas bywają, a zresztą ufaj rodzicom, którzy twoje szczęście mają przedewszystkiem na względzie.
Z temi słowy szanowna matrona opuściła pokój, a Wandzia usiadła przy oknie i zamyśliła się nad słowami matki. Przyszłość dla tego, że jest nam nie znaną, jest dla każdego niezmiernie ciekawą... to téż nic dziwnego, że Wandzia chciałaby ją na wskróś oczami duszy przeniknąć, że pragnęłaby wyobrazić sobie wizerunek owego przyszłego, dla którego dziś już wpina jéj matka niebieską wstążkę we włosy...
A Staś?!
Na tę myśl niebieskie oczy zamgliły się czystą łzą smutku.
— Staś... Staś... powtarzała sobie kilkakrotnie, przytém pierś jéj zaczęła podnosić się szybko... czuła jakby ją ktoś ściskał za gardło, łzy nadbiegały do oczu i już... już... miały wybuchnąć gorącym strumieniem... gdy w tém spojrzała w okno i ujrzała nadjeżdżającego pana Pawła z synem.