Strona:Klemens Junosza - Drobiazgi.djvu/83

Ta strona została uwierzytelniona.
85

otwarte i że ztamtąd zstępuje cherubin w sukni jasnoniebieskiej.
Z niemego zachwytu i ekstazy wyrwał mnie tubalny głos krejsfizyka, który, trzymając za rękę jakiegoś olbrzymiego dryblasa, rzekł:
— Szanowni państwo, mam zaszczyt przedstawić: oto jest pan Roch Męczyszkapski z Ochwacina, obywatel i narzeczony mojej jedynaczki Hortensyi...
Spojrzałem na nią wzrokiem pełnym niemej rozpaczy, ona zaś zbladła, jak kreda, a kiedy w chwilkę później zdołałem do niej przemówić, szepnęła mi, ze jest zmuszoną do przyjęcia pana Rocha i że dzień jej ślubu będzie zarazem dniem pogrzebu. To powiedziawszy puściła się w wir walca z tymże samym Rochem, który ją widocznie do wszystkich tańców zaangażował...
Było to nad moje siły, szczęście że miałem ojca aptekarza...
— Nie! stokroć nie, mówiłem, nie będziesz ty dziś długo cieszył się swojem szczęściem, nie będziesz całował tej rączki białej! Nie, smoku! krokodylu, elegancie jarmarczny! nie będziesz pożerał oczami tych skarbów piękności i wdzięku!..