Strona:Klemens Junosza - Dworek przy cmentarzu.djvu/30

Ta strona została uwierzytelniona.
26

nych wypraw na łąki i do poblizkiego gaju, który się nad rzeką rozciągał.
Kochaliśmy się bardzo i często czubili, co wszakże harmonii pomiędzy nami nie psuło.
Zdawało mi się, że posiadam sympatyę panny Felicyi, na co miałem zresztą wyraźne dowody w postaci: jabłek, orzechów, chleba z powidłami i tym podobnych przysmaków, któremi mnie obdarzała zawsze, gdym do Sewerynka na zabawę przychodził.
Doktór bardzo rzadko z nami malcami rozmawiał i najczęściej nie było go w domu. To na mieście chorych odwiedzał, to na wieś wyjeżdżał, jeżeli zaś miał czas wolny, to się najchętniej w swoim gabinecie zamykał i tam gazety odczytywał.
W małem miasteczku wielka polityka była w modzie; kto żył, a czytać umiał, kto się do gazety mógł dorwać, już kombinował, rozmyślał, przyszłość Europy, nowe jej ukształcenie i podział przepowiadał.
Nieraz, gdy starsi rozprawy na ten temat nigdy niewyczerpany prowadzili, ukryty we framudze okna lub za krzesłem, słuchałem i z podziwu wyjść nie mogłem.
— Zobaczmy-no najpierw, co Anglia myśli — mówił dziadek — posłuchajmy, co Francya powie, a wów-