Strona:Klemens Junosza - Obrazki szare.djvu/48

Ta strona została uwierzytelniona.
— 40 —

— Żal mi dziewczyny: Młoda, niedoświadczona, jakąż sobie radę da wśród obych ludzi?
— Miała zamiar nauczycielką zostać.
Pani Władysława ruszyła ramionami.
— Nauczycielką — rzekła — i cóż będzie mogła miéć z tego? Chce być podporą rodziny, pracować dla matki i siostry młodszéj... dużo im pomoże! Widzisz, Józiu, ja dobrze zastanowiłam się nad tém i zdecydowana jestem wziąść ją do siebie. Straci jakiś czas na naukę, to prawda, ale będzie miała za to dobry kawałek chleba w ręku. Czy tu, czy na prowincyi, założy magazynik, boć zapewne został im jakiś kapitalik, a w najgorszym razie możnaby się postarać, pożyczyć, czy jak. Przy niéj wyuczyłaby się i młodsza siostra.
— Istotnie, masz słuszność. Co za szkoda, że jéj nie dałem twego adresu.
— No, to nic straconego, przecież powiedziała ci gdzie stanie.
— U jakiejś swojéj kuzynki, na Starem Mieście, ale pod którym numerem, także nie wiem.
— Czemuż się nie spytałeś?
— Proszę cię, nie wypadało, tem bardziéj, że, jak uważałem, chciała unikać pytań.
— Wiesz co, Józiu, a gdybyśmy poszukali jéj sami?
— Jakim sposobem?