Strona:Klemens Junosza - Wilki i inne szkice i obrazki.djvu/110

Ta strona została uwierzytelniona.
100
KLEMENS JUNOSZA
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

w kuchni, niby znowu jego kobieta, i mówi „na wieki” i pyta się po ludzku: a co to chcecie, moja matko?... Tak moja kobieta skłoniła się jéj i powiada, proszę wielmożnéj pani, juz od rozumu odchodzę bez te zębska! Tak ta pani, niby znów jego kobieta, poszła do pokoju i przyniosła maleńką buteleczkę wody pachniącéj i mówi: weźcie to kobieto do gęby... Jak ci moja pociągnie, to jakby jéj kto węgli w gębę nasypał — ale od zębów zaraz odeszło. Moja baba daléj dziękować: a niech pani Pan Bóg wynagrodzi — a to, a owo — a ta pani powiada do niéj: idźcie z Bogiem, jakby na drugi raz wypadło, to możecie przyjść śmiało. Grzeczna pani, dobre słowo jéj rzekła, bólu ulżyła i czegóż wy ich za poganinów macie?
— Nie najgorsi ludzie — odezwał się stary jakiś gospodarz, ale czemu po ludzku nie żyją, czemu po nocy ogień świecą, jakby Bóg miłosierny nie dał nocy do wypoczynku i do spania, a jasnego słonka do roboty.
Dzwonek wzywający na sumę przerwał tę rozmowę. Gawędzący chłopi pozdejmowali czapki, i upadając na kolana w progu kościelnym, z ciężkiemi i głośnemi westchnieniami modlili się do Boga, może o odwrócenie od nich „luternika,“ który jakkolwiek nic im złego nie wyrządził... ale dla kogóż w nocy świeczkę pali?
Rozmaite wieści o tajemniczym człowieku rozeszły się po całym zaścianku.
Wiadomość o osiedleniu się w Topolinie jakiegoś luternika obiegła w prędce cały miejscowy światek, zawarty w dwumilowym promieniu.
Z czasem, gdy nieszczęście jakoś na wieś nie przychodziło, gdy w przeciągu roku całego nie oberwała się chmura, nie zapadła ziemia i deszcz siarczysty nie spadł na Topolin, zaczęto się przyzwyczajać do cało-