Strona:Klemens Junosza - Wilki i inne szkice i obrazki.djvu/119

Ta strona została uwierzytelniona.
TAJEMNICZY CZŁOWIEK.
109
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

i cielę, a kiej mam taki los zebym ginął, to juz niech ginę ze scętem! Niech będzie pochwalony!
I z temi słowy porzucił prosiaka z workiem na ziemię i uciekł.
— No i widzisz — mówił mój przyjaciel, jak to z nimi jest. Jak który sobie wbije co w głowę, to nietylko słowem ale i siekierą trudno z niéj wyrąbać. A radzić się lubią. Długom się napracował zanim zdołałem ich przekonać, że nie piszę żadnych skarg do sądu.
Opędzić się nie było można przed różnemi poradami prawnemi, a z drugiéj strony niepodobna było każdemu drzwi przed nosem zamykać, bo zdarzało się tak, że niektórzy przychodzili z prośbą o przeczytanie kontraktu, lub o radę w jaki sposób nabyć grunt, żeby być pewnym spokojnego posiadania i użytkowania.
Powiedz sam, kochany kolego, czy godzi się nawet odmawiać takiéj bagatelnéj przysługi człowiekowi, którego całém nieszczęściem jest to, że jest ciemny i nieoświecony, no, a przytem trafia się sposobność do wypowiedzenia kilku słów o konieczności i o potrzebie czytania i nauki dla dzieci.
Więc nie odmawiało się.
Tak to kilkakrotnie w cienistym lipowym szpalerze gawędziliśmy z moim przyjacielem, najczęściéj o ludzie i różnych jego potrzebach.
Świadkiem tych naszych gawęd był blady, pełny księżyc, zawieszony nad ogrodem, jak lampa, świadkiem szumiące lipy i świerki stare.
Ot te, żeby przemówić umiały, możeby już znalazły odrobinę postępu w przeciągu pół wieku, ale nam nie dano żyć tak długo jak lipom i świerkom, — my może nie doczekamy zbierać plonów naszéj pracy...
Ale czyżto ma nam przeszkadzać w siewie, nie my zbieramy, to dzieci nasze, nie one — to wnuki, ostatecznie zawsze ktoś zbierać będzie.