Strona:Klemens Junosza - Wilki i inne szkice i obrazki.djvu/319

Ta strona została uwierzytelniona.
FROIM.
309
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

i podłogę fantastyczne cienie. Mosiężny żyrandol szabasowy, uczepiony u pułapu, wydawał mi się niby pająk potworny, niby owa góra nieszczęścia, która wali się, jak mówił Froim, na ojców, na dzieci i na dzieci tych dzieci, — a sam Froim, poważny siwobrody starzec, w owém oświetleniu niepewném, migotliwém, zdawał się być prorokiem, wołającym: biada wam, biada! boście zatwardzili serca wasze jak kamienie!
Konie już były napasione i wypoczęte. Maciek téż zaprzągł je i z łoskotem zajechał przed karczmę. Pożegnaliśmy się z Froimem, który odprowadził nas do drzwi i rzekł w progu:
— Nie omijajcie panowie, nie omijaj pan, panie Brzozowski, naszego miasteczka i starego Froima... Znajdziecie tu jeszcze trochę tego wina, co francuzów pamięta... ale wstąpcie niedługo, bo czas ucieka, oj, oj, jak on ucieka! on tak ucieka jak ptak na skrzydłach, on tak ucieka jak wiatr, który wieje po polach... a co trochę dmuchnie, to trochę z sobą zabierze... Śpieszcie więc panowie, bo już niedługo powiecie, że i takich ludzi jak nieboszczyk pan Brzozowski niema, i takiego wina, co francuzów pamięta, téż niema... i starego Froima także niema...
— Żyj pan jeszcze sto lat — rzekłem, wsiadając na bryczkę.
— Dziękuję za dobre słowo — odrzekł — ale cobym ja tu robił?
— Jakto?
— Z kim miałbym żyć? kiedy powiadam panu, że już z dawnych czasów nic niema, nawet... i wstyd i smutno takie słowo powiedziéć... dziś nawet żydów jak się należy także już niema...

. . . . . . . . . . . . . . . . . . .