Strona:Klemens Junosza - Za mgłą.djvu/312

Ta strona została uwierzytelniona.
— 306 —

a sprzedaż Krasek zasmuciłaby ciężko stryjenkę, — więc łączy się jedno gospodarstwo z drugiem i prowadzi oba.
Nie łatwe to, wobec złych czasów, ale trzeba.
W rozmowach narzeczonych niema nigdy prawie mowy o zachwytach, szczęściu, tem bardziej o wyjazdach, przyjemnościach, zabawach, ale bardzo często wspomina się o oszczędności, życiu skromnem, podziale pracy — i panna Ludwika dowodzi, że w szarych dniach powszedniego ale czynnego życia może być także poezya — nie taka może pełna fantazyi, jak ta, co się w strój pieśni i legend odziewa, ale poezya dobra, z serca płynąca. Przeszły złote czasy, nastały żelazne; nie chodzą więc po świecie dobre wróżki i nie sypią ludziom hojnych darów z rogu obfitości, ale każdy, co światło niesie, dobre myśli krzewi, pracować uczy — czyni mniej więcej to samo, co owe wróżki wymarzone. Nie rozsypuje garściami złota, lecz uczy, skąd brać chleb powszedni; nie daje rozkoszy, ale podnosi i uszlachetnia, a sam sobie względne szczęście buduje, pełniąc obowiązek.
Ten wyraz najczęściej gości na ustach młodej pary, jest on dla niej hasłem.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Na rynku w miasteczku trzej kupcy prowadzą ożywioną rozmowę; treścią jej skargi