Strona:Klemens Junosza - Zagrzebani.djvu/14

Ta strona została skorygowana.

— Gdzie? — odpowiadał — gdzie? Obok, przy sobie, tuż! Nie darmo powiadano: są, którzy oczy mają a nie widzą, mają uszy a nie słyszą. Nie darmo powtarzam, nie darmo.
— Ależ, panie Symplicyuszu, wyraźniej się tłómacz — mówiono.
— Wytłómaczę się jak najwyraźniej, ale wiem, że to śmiechem przyjmiecie — a słowa moje będą jak groch na ścianę rzucony... Otóż w czem rzecz! Małoż to macie żydów koło siebie? Nie możecie im się przypatrzyć? nie możecie ich naśladować?
— Żydów?
— Tak, żydów! moi panowie.
— Ich naśladować! od nich się uczyć? ależ panie Symplicyuszu kochany, toć to pijawki, wyzyskiwacze, lichwiarze!...
— Prawda!...
— A jednak...
— A jednak pamiętajcie, że te pijawki mocne są — a w ciągu dwóch tysięcy lat potrafiły, w najnieprzyjaźniejszych warunkach, utrzymać swoje istnienie. Nie dały się i basta.
— Czegóż to dowodzi?
— Dużo dowodzi, bardzo dużo! Przedewszyst-