Strona:Klemens Junosza Wybór pism Tom V.djvu/106

Ta strona została skorygowana.

— Kochajmy się!
— Przepraszam... ale nawzajem.
— Zapewne, skoro nawzajem, to znaczy jeden drugiego, a drugi jednego, więc właśnie wypada nawzajem.
— Poczekajcie... za pozwoleniem, proszę o głos!
— Pan Hilary ma głos.
— Tedy, drodzy panowie, nie jest to już dla was tajemnicą, że się sytuacya w dość gruby sposób zmieniła. Do niedawna jeszcze byliśmy z nieoszacowanym, a tu poniekąd jeszcze obecnym panem Michałem, kolegami, przyjaciółmi, współobywatelami dobrego miasta Warszawy. Panowie! jedno z dwojga, pośredniej drogi być nie może, albo mam racyę, albo nie mam racyi.
— Masz racyę, panie Hilary!
— Nie masz racyi! — zawołał pan Michał, — czem dla was byłem, tem jestem i niech mnie licho porwie, jeżeli czem innem będę!
— Mam racyę — odezwał się pan Hilary, — i poniekąd tego dowiodę. Patrzcie panowie, oto nasz pan Michał, nasz Michał, Michałek — z rozrzewnieniem wymawiam to imię: nasz Michałek! Obecnie to już wełniarz, fabrykant pszenicy, wychowywacz kurcząt ze śmietaną, wytwórcą siana etc. I on, on, ten niegdyś serdeczny towarzysz i przyjaciel, chce nam imponować gąsiorkiem wina! Nie, kochani panowie, pokażmy że i my potrafimy to samo i odpowiedzmy mu także gąsiorkiem, niech nie będzie hardy... W takich okolicznościach, z taką wzajemnością, chętnie wychylimy toast: kochajmy się!
Mowa pana Hilarego zrobiła wrażenie, biesiadnicy