Strona:L. M. Montgomery - Ania z Zielonego Wzgórza.djvu/49

Ta strona została uwierzytelniona.
ROZDZIAŁ V.

Historja Ani.

— Wie pani — mówiła Ania z ufnością — mam zamiar cieszyć się tą przejażdżką. Wiem z doświadczenia, że prawie zawsze można być zadowolonym, o ile się tego naprawdę pragnie. Tylko należy pragnąć szczerze. Więc jadąc, nie będę myślała ani o Domu Sierot, ani o tem, że tam wrócę. Będę myślała jedynie o przejażdżce. O, niechże pani spojrzy, oto zakwitła już dzika różyczka! Czy nie cudna? Czy pani nie uważa, że przyjemnie jest być różą? Gdyby też róże mogły mówić! Jestem pewna, że opowiadałyby najmilsze rzeczy. A czy barwa czerwona nie jest najpiękniejsza w świecie? Lubię ją nadewszystko, lecz nie mogę jej używać. Osoby rude nie powinny przecież ubierać się czerwono... nawet w wyobraźni. Czy pani przypadkiem nie słyszała o tem, że ktoś w dzieciństwie miał rude włosy, które zmieniły barwę, gdy dorósł?
— Nie, nie mogę sobie tego przypomnieć — odpowiedziała surowo Maryla. — Co się zaś ciebie tyczy, nie przypuszczam, aby taka zmiana była możliwa.
Ania westchnęła.
— Znowu jedna nadzieja pogrzebana... Życie moje jest prawdziwym cmentarzem nadziei. Przeczytałam kiedyś to