Strona:Leblanc - Złoty trójkąt.djvu/122

Ta strona została skorygowana.
ROZDZIAŁ II.
GWOŹDZIE DO TRUMNY.

Po upływie tego terminu... Patrycyusz kilkakrotnie powtórzył te słowa, których cała treść fatalna nie przedstawiała żadnych wątpliwości. Po upływie tego czasu jeśli Koralia nie usłucha i nie odda się w ręce wroga, jeżeli nie ucieknie z więzienia, to czeka śmierć. Oczy Patrycyusza padły na pamiętnik na ścianie. I oto co wyczytał:

„Błagam Koralię, aby się ratowała. Rzuciła mi się do kolan. — Chce umrzeć razem ze mną“.

Patrycyusz obserwował młodą kobietę. Ponieważ ostatnie słowa przeczytał cicho Koralia nie mogła ich dosłyszeć.
Przycisnął ją do swej piersi i wykrzyknął:
— Musisz stąd odejść, Koralio. Rozumiesz chyba, że jeżelim tego nie powiedział odrazu, to nie dla tego iżbym się wahał. Nie, tylko dlatego, że rozważałem ofertę tego człowieka i bałem się o ciebie. To straszne czego on żąda. Jeżeli ofiaruje ci życie, to znaczy, że cię kocha, a w takim razie rozumiesz... Ale wszystko jedno. Tyś powinna, żyć... Odejdź... odejdź natychmiast!...
Odpowiedź była krótka i prosta:
— Pozostanę...
— Ależ to szaleństwo!... Po co ta ofiara niepotrzebna?... Boisz się tego, co cię spotkać może, gdybyś się w jego moc oddała?...
— Nie...
Więdz odejdź!...
— Pozostanę!...