Strona:Leblanc - Złoty trójkąt.djvu/35

Ta strona została skorygowana.

Po chwili pułkownik zawołał:
— No, stary, zaczynasz pisać? Nie, nie chcesz? Jeszcze masz nadzieję? Może myślisz, że ci pomoże twoja żona? E, mój drogi, ona jest zadowolona, jeżeli się wymknęła sama cało. Więc co, czy ty sobie kpisz ze mnie?
Ogarnięty jakimś szałem wściekłości wrzasnął:
— Włóżcie mu nogi w ogień. Tak, żebyśmy poczuli raz dobrze spaleniznę. No, czekaj mój poczciwcze. Jeszcze ja ci pokażę inna sztuczkę.
Szybkim ruchem wyciągnął z kamizelki sztylet, który rozbłysnął tysiącami iskier w świetle lamp elektrycznych. Z dzikim okrzykiem rzucił się pułkownik na Essaresa. Pomimo, że ruch ten był błyskawicznie szybkim, Essares zdołał go uprzedzić. Rozległ się huk wystrzału rewolwerowego. Sztylet wypadł z rąk pułkownika. — Przez chwilę Fakhi trwał nieruchomo z ręką zawieszoną w powietrzu, błędnym wzrokiem, jak gdyby nie pojmując co się stało. Dopiero po chwili padł całym swym ciężarem na Essaresa, w chwili, kiedy ten mierzył do drugiego ze wspólników.
— A, łotr, łotr, zabił mnie. Nie zauważyłem... musiał wyjąć rewolwer z szuflady stolika. Ale to i twoja zguba, Essares. Przewidziałem wszystko. Jeżeli nie powrócę tej nocy, prezydent policyi otryzma list, dowiedzą się o twojej zdradzie, o twoich projektach. Nędzniku, zabiłeś mnie.
Wybełkotał jeszcze kilka niezrozumiałych słów i całym ciężarem osunął się na ziemię. Nie żył już.
Rewelacya przedśmiertna zapowiadająca wysłanie listu, który widocznie oskarżał w równej mierze napastników jak i ich ofiarę, spowodowała chwilę osłupienia. Bourneff rozbroił Essaresa, ten jednakowoż korzystając z tego, że nikt już nie przytrzymuje krzesła zdołał rozwiązać nogi.
Trup leżał na dywanie w kałuży krwi. Obok nieruchoma postać Szymona. Essares napół jeszcze przywiązany do krzesła za ręce, płonącemi oczyma spoglądał na swoich czterech wrogów, którzy snać w tej chwili nie wiedzieli co im właściwie czynić