Strona:Leblanc - Złoty trójkąt.djvu/42

Ta strona została skorygowana.

Nic się niezwykłego nie stało. Wspólnicy uciekli, nabrawszy swoje cztery miliony.
W tej chwili inny fakt zajął uwagę kapitana. — Koralia postąpiła kilka kroków naprzód. W twarzy młodej kobiety zaszła dziwna zmiana. Przerażenie i groza ustąpiły miejsca wyrazowi jakiejś złej energii. Ściągnęły się brwi, zacięły kurczowo usta, oczy rozbłysły niesamowitym blaskiem.
Patrycyusz zrozumiał, że mateczka Koralia powzięła jakieś decydujące postanowienie. Ale co uczynić zamierza?
Czyżby jej czyn — miał stanowić rozwiązanie dramatu?
Koralia cicho — prawie bez szelestu zaczęła schodzić w dół po kręconych schodach. Mąż posłyszał jednak jej kroki i obrócił głowę. Koralia nie patrzyła wszakże na niego — ale na błyszczący sztylet, który wypadł z ręki umierającego pułkownika. Schyliła się aby podjąć ostrą morderczą stal.
Patrycyusz zadrżał: Przeczucie powiedziało mu, że Koralia sięga po sztylet jedynie w tym celu — by ugodzić nim swego męża. Myśl zbrodnicza przeglądała z jej osłupiałych oczu.
Przerażenie wstrząsnęło Patrycyuszem:
— Mateczko Koralio!... co chcesz uczynić?!
Widocznie Essares także odczuł pragnienie morderstwa, emanujące ze zmienionej twarzy jego żony. Prężąc mięśnie usiłował rozerwać swoje więzy.
Koralia podjęła sztylet zziemi i postąpiła jeszcze kilka kroków naprzód... Essares wzniósł lekko głowę i utkwił spojrzenie w Koralii... Przez chwilę maż i żona spoglądali na siebie bez słowa...
Te krzyżujące się myśli, trwoga, nienawiść, pomieszanie namiętności i kontrasty kotłujące się w mózgach tych dwóch istot, z których jedna zamierzała zabić, a druga miała umrzeć, odbijały się jak na czułej płycie w umyśle Patrycyusza Belvala i w głębiach jego sumienia. Co właściwie uczynić mu należało? Jaką rolę objąć w dramacie, który się w jego obecności rozgrywał? Czy miał interweniować i przeszkodzić Koralii w wykonaniu czynu, któryby