Strona:Leo Belmont - Złotowłosa czarownica z Glarus.djvu/7

Ta strona została uwierzytelniona.
Czcigodnemu Człowiekowi, malarzowi czarownic
MARJANOWI WAWRZENIECKIEMU
to dzieło
wdzięcznem sercem
poświęcam.

Ja zabitą prawdę stroję w krepy..
Tłum Twych widzów, o Mistrzu, był ślepy! —
Bo nie dojrzał przez przepych Twych barw,
Że-ś jest Światła ognistym probierzem,
Że-ś był w walce o Prawdę szermierzem,
Zdarł z przesądów wiekowych sto larw!

Idjotyczne szemrały wciąż głosy:
Przecz malujesz tortury i stosy,
Zamiast kwiatów z bezmyślności łąk?
Nie widziano, że stawiasz ołtarze
Świętej Prawdzie — że Twój pędzel karze
Złą ciemnotę, tę twórczynię mąk!...

Tyś mi rzekł — a jasne miałeś lice, —
Że nie zgasną moje błyskawice,
Słów mych gromy znajdą jutro wtór...
Jutro! jutro!... o, marna pociecho!
Lecz wystarcza, że w Twem sercu echo, —
Kiedy-ś słuchał — obudził mój twór!

Twoją barw, a moją słów jest zbroja...
Ale poszła „Czarownica“ moja
Przez Twych natchnień, przez Twej myśli szlak
Z łzą i grotem śmiechu — między ślepych...
Idąc, Tobie za barw Twoich przepych —
Krwawą głową, daje bratni znak!

Leo Belmont.