Strona:Leo Lipski - Niespokojni.djvu/161

Ta strona została uwierzytelniona.


silna, i miała ładne, mocne nogi, blond włosy, niebieskie oczy.
Więc ja telefonowałem do niej, mogła być nawet trzecia nad ranem: — Teraz przyjdę do ciebie. — Więc szedłem przez ciemne ulice, miałem głowę obolałą, miałem głowę pełną ciebie, myślałem, że zwariuję. Gdy tylko otwierała drzwi, wszystko opadało ze mnie. Cały niepokój. Po prostu robiło się we mnie cicho. Na stole leżał podręcznik fizyki — chodziła na uniwersytet — na stoliku nocnym tabliczka czekolady. Często byłem tak zmęczony, że w ubraniu zasypiałem. Rano, gdy budziłem się, nie było jej już. Na stoliku kakao w termosie i kartka: — Jestem tam i tam i o tej godzinie.
— Nie jestem zazdrosna o nią (to była prawda).
— Ona umarła na zapalenie płuc.

Pewnego razu ona powiedziała:
— Są słowa piosenki: „Jesienią miłość więdnie jak kwiat...”. To jest fałsz. Wiosną więdną stare miłości. (Była wiosna).

Pewnego razu przyszła do niego i on leżał nie bardzo chory w łóżku, miał lekką grypę, pachniał bardzo sobą i potem, był nieogolony (ciemne smugi), miał tłustą skórę.
Wtedy Ewa pierwszy raz chciała czegoś wyraźnie od niego i wśliznęła się do łóżka, nie pytając o jego zgodę; zgwałciła go po prostu.

Pewnego razu on pisał (ona leżała na piasku i opalała się): „Wodotryski tańczą w słońcu. Jestem zawieszony w świecie jak meduza w wodzie. Poruszam się leniwie i sennie, życie oddycha we mnie, zamykając mi oczy”.