Strona:Leo Lipski - Niespokojni.djvu/28

Ta strona została uwierzytelniona.


Sen spełzał powoli z jej oczu.
— Czego chcesz?
— Idź po mamę!
Była ogromna, biała, ciepło buchało od niej.
— Co?
— Idź, przyprowadź mamę.
— Śpij, smarkaczu!
Zobaczył, że zasypia. Wziął nóż kuchenny i podszedł do niej.
— Marysiu!“
Itd.
Ona w końcu wstaje, bierze go na ręce, on czepia się rękami klamek i wrzeszczy.
Emil płynie powoli po własnych zdaniach. Co ma powiedzieć Jano w ostatecznym, błagalnym i rozpaczliwym momencie? Wraca znów z prądem słów, natrafia na ten sam zakręt. Powoli przerzuca swoją przeszłość, swoje rozmowy z dziećmi. Jest przez chwilę naciągnięty jak struna, nim się ją puści, nim wyda dźwięk.
Mały chłopiec prosi go w parku:
— Daj mi zegarek, zobaczysz, ja ci dam też, daj mi...
— Co mi dasz?
Tamten odpowiada na serio i poważnie.
Emil pisze:
„Jano krzyczy:
— Proszę cię, proszę cię! Czekaj, dam ci dom i złoto!”
To była mała błyskawica, mały strach, na krótką część sekundy zatrzymane uderzenie serca. Reszta jest prawie napisana. Ludwik (ojciec Jana) staje przed murem, przed śmiercią. Jano jest zamknięty w pokoju ojca. Rozmowa Jana