Strona:Leo Lipski - Niespokojni.djvu/67

Ta strona została uwierzytelniona.


— Mogę. Ona jest miła i dość ładna kokotka. Ja się wobec niej czuję skrępowany i nieśmiały.
To kłamstwo — to była pokuta, a równocześnie przyjemność; nie uważał, żeby był nieśmiały wobec Joanny, a kłamanie sprawiało mu przyjemność. Zwłaszcza że tak długo mówił Emilowi prawdę. (Ale tylko jemu). Dzięki Joannie oswobodził się z ostatniego człowieka, który mu nie pozwalał być całkiem sobą. W nagłym przypływie radości pocałował Emila w usta, i Emil pomyślał: „Do takich gestów jest się zdolnym tylko wtedy, gdy jest się już zupełnie obojętnym”. I nie miał racji. Obaj zaczerwienili się. Emil — bo wstydził się za Janka; Janek — bo wiedział, co myśli Emil.
— Pójdźmy już...
— Przecież powiedziałeś, że nie chcesz tam iść.
— Już chcę, mimo tego że uważam to wszystko za rozpustę umysłową.
Emilowi sprawiło ulgę przeniesienie rozmowy na płaszczyznę teoretyczną.
— Rozpusta umysłowa jest potrzebna, aby wyładować irracjonalne części naszego intelektu.
Szli ulicą. Z otwartego okna było słychać radio. Melodia, jak ciężki, czarny ptak, wzbijała się z basów w górę na niespokojnych pasażach. I w tę melodię zatopił się smutek Emila jak sztylet; dziwne, że nie została zabita.
— To jest sprzeczne samo w sobie.
— Ale która rzecz istniejąca nie jest sprzeczna sama w sobie?
— Może..., ale jestem zmęczony.
Mieszkanie Pawła. Emil nacisnął dzwonek i pomyślał, że będzie tam Adam o wielkiej kudłatej głowie, która chwiała się, gdy chodził. Wczoraj obserwował go na ulicy. Adam sta-