Otwórz menu główne

Strona:Leo Lipski - Niespokojni.djvu/90

Ta strona została uwierzytelniona.


I na drugim planie, za słowami, przesuwały się na tle rzeki półobrazy, które wynurzały się z niej jak z wody, nabrzmiałe, wzdymające się od wewnątrz, jak żagle, bliskie pęknięcia: nienawiść w postaci ruchu ręki, twarz jej matki, gdy mówi: — Nie dostaniesz pończoch — chęć rozbicia komuś głowy, rozbicia choćby szklanki, wybuchu, rzucenia wszystkiego, aby rozleciało się z hukiem; ucieczka i śmierć: płaski krajobraz, pochmurny, płaski dzień; ból odjeżdżania i umierania, podobny do bólu, który zadaje sobie czasem, raniąc się umyślnie w dziąsła: i to wszystko oddzielone od niej, która jest pusta, jak opróżnione naczynie.
Ze zdziwieniem zauważyła, że płacze, a właściwie drga tylko (łzy przychodziły jej z trudem) i oddycha szybko jak pies w upalny dzień.

Emil siedział na kamieniu o dwadzieścia metrów dalej i obserwował ją od dziesięciu minut.
— No, ta to się będzie złościć, jak mnie zobaczy. Poza tym rok temu wyglądała jeszcze jak małe murzyniątko, miała pełno parchów na gębie i jakieś chropowate nogi, o ile pamiętam, bo chodziło to bez pończoch.
Miał zawsze skłonności do babrania się w rzeczach lekko rozkładających się, łażenie po ulicach możliwie krętych i brudnych, zawierania znajomości z podejrzanymi typami. (Np. niedaleko stąd zjadały szczury jednego z takich jego znajomych, gdy spał w kanale pod mostem. Ponieważ był gruntownie pijany, więc nie mógł uciekać).
Twierdził: Ciekawe i bujne rzeczy rosną tylko na gównie, na nawozie. Zapach łajna jest zapachem życia. Tylko epoki rozkładu państwowego, moralnego dawały wysoką kulturę. Tylko lekko nadgniłe osobowości są zdolne produkować sztu-