Strona:Leo Lipski - Powrót.djvu/144

Ta strona została uwierzytelniona.


SOKRATES: Powiedz mi lepiej, Platonie, o czym plotkują na mieście, chociaż ty tak się nadajesz do tego jak... jak... Nie chcę cię obrażać, Platonie“.
Wtem weszła Ewa i usiadła na tapczanie. Nie przywitała się.
Chciał ją wziąć za rękę, ale ją cofnęła. Miała twarz niezwykle nieruchomą.
— Czy coś się stało?
— Chcę, abyś przyszedł do mnie.
— Zostanę zjedzony przez twojego papę i ty też. — Uważał to raczej za życzenie niż za propozycję.
— Mój ojciec będzie w sklepie.
— A mama?
— Mama jest u wariatów.
— Kucharka?
— Ma dziś wychodne.
— Liza?
— Wyślę ją do koleżanki.
— Więc ty to myślisz naprawdę? Mieszkańcy twojego domu mają przecież ogromne uszy i oczy.
— Nie pójdziemy zwykłą drogą. Do naszego domu jest też wejście od tyłu, od podwórka. Są drewniane schody prowadzące na... na rodzaj ganku. Tam wychodzą okna mojego pokoju.
— Więc będziemy włazić przez okno?
— Tak.
— To jest nieco głupawe.
Przestraszył się tego, co powiedział; przestraszył się i spocił. To ją musiało urazić, i trzeba będzie przynajmniej przez trzy dni tarzać się w prochu itd. Widział już tę męczącą perspektywę, ale jej punkt wrażliwości przesunął się niespodziewanie.
— Chcę, abyś przyszedł do mnie. Nie boisz się chyba, jeśli ja się nie boję?
Teraz ta cała historia wydała mu się dziwna i podejrzana. Poza tym odezwała się w nim ta strona, która była ciekawością i niesłychaną czułością równocześnie, chęcią zobaczenia i dotknięcia jej jeszcze jednej strony. Wyobrażał sobie, że pokój pachnie nią ostro jak klatki dzikich zwierząt w ogrodzie zoologicznym. (To było to samo co noszenie jej zapomnianych majtek i pończoch w kieszeni, które — wiedział o tym — znalazła w jego płaszczu matka i włożyła jak gdyby nigdy nic z powrotem).
A chciał dotknąć wszystkiego, co było choć trochę nią, ustami, chciał dotknąć samego dna, i było mu trudno przełknąć ślinę.