Strona:Leopold Świerz - Wycieczka na Wysoką.djvu/6

Ta strona została uwierzytelniona.

ny Białéj Wody, Czeskiego Stawu i zbliżający się kres wędrówki, wszystko to dodawało nam otuchy i nie czuliśmy jakoś zmęczenia. Powszechna zapanowała wesołość na obliczach, żałowaliśmy tylko, że pan Szubert nie wydrapał się tutaj z aparatami fotograficznemi i nie zdjął tego widoku, gdyśmy przytuleni do skały w tak licznéj gromadzie koło śniegu popod Żelazne Wrota schodzili.
Po trzech kwandransach odpoczynku zaczęliśmy się spuszczać na dół przeszedłszy nasamprzód zaspy śnieżne w kierunku północnym ku Stawu Zielonemu (g. 345). Tutaj śród jednogodzinnego odpoczynku przypomniał sobie jeden z górali, że zostawił poniżéj Żelaznych Wrot fajkę. Stratę poniesioną wynagrodził ks. Sutor góralowi, który jednak żałując okowanéj fajeczki, pobiegł czémprędzéj na miejsce zguby i po 45 m. zjawił się pośród nas ucieszony jéj znalezieniem. Darowanych pieniędzy oczywiście nie oddał.
Droga od stawu położonego w obrębie kosodrzewiny doliną Białéj Wody aż do szałasu pod Młynarzem trwała 5 kwandransów (615). Ztąd znaną już drogą dostaliśmy się o godz. 8 do upragnionego schroniska Pola, trzechdniowym pochodem dosyć umęczeni, tak że chociaż kilku dobrych znajomych wracających z wycieczki do Morskiego Oka, powitawszy nas na wstępie licznemi strzałami, wypytywało się o nasze przygody, odłożyliśmy opowiadanie do następnego dnia, gdy pokrzepieni snem przyjdziemy do siebie.
Nie lubiąc wracać tą samą drogą korzystałem z przybycia księdza Roszka, proboszcza Poronińskiego, i z nim wyjechałem ze schroniska o g. 1115, obrawszy zwykłą drogę doliną Białki ku Łyséj Polanie, a daléj przez Bukowinę, Głodówkę (zkąd wspaniały widok na Tatry) i Poronin (415).
Znaczna część turystów powróciła pieszo przez Waksmundzką Polanę i Jaszczurówkę do Zakopanego.
Na zakończenie dodam jeszcze kilka słów. Podobnie jak w r. 1874 obchodzono za inicyatywą Wydziału uroczyste poświęcenie schroniska Staszica przy Morskiém Oku, a w r. 1875 na dolinie Zakopiańskiéj starano się uczcić zasługi obywatelskie Dra Seweryna Gałęzowskiego, tak znowu za tąż samą podnietą obchodzono w górnych przestworach prawdziwe gody turystyczne, a zarazem podziwiano mistrzowski popis przewodnika Macieja Sieczki, który bez pomocy linki, używanéj poprzednio przez p. Déchyego w téjże wycieczce, wywiódł nas szczęśliwie na najwyższy szczyt Wysokiéj zwanéj przez niektórych geografów Tatrą.


W Krakowie 20 czerwca 1877 r.