Otwórz menu główne

Strona:Lew Tołstoj - Djabeł.djvu/116

Ta strona została przepisana.


Z początku Alosza nic się nie podobał, gdyż był z niego chłop prawdziwy; źle ubrany, nie umiał się zachować, wszystkim mówił „ty“. Ale wprędce przyzwyczaili się do niego. Okazał się zresztą lepszym od brata i rzeczywiście był cierpliwy. Posyłali go na wszystkie strony, a on robił chętnie i prędko przechodząc bez odpoczynku, od jednej pracy do drugiej. Tak, jak to w domu było, u kupca także wszystko zwalali na Aloszę. Im więcej pracował, tem bardziej zasypywano go robotą. Pani i jej matka, córka, syn, subjekt i kucharka, wszyscy to tu, to tam posyłali go z poleceniami. Ciągle się słyszało: — „Pobiegnij bracie“, albo: — „Alosza, zrób-no to. — Cóż to, Alosza, zapomniałeś, czy co? — Pamiętaj, nie zapomnij, Alosza“. Alosza biegał, robił, uważał, nie zapomniał, zawsze ze wszystkiem zdążył i ciągle się uśmiechał.
Buty brata podarł prądko. Pan domu wyłajał go za to, że chodził z gołymi palcami i kazał mu kupić na bazarze nowe buty. Alosza cieszył się z nowych butów, ale nogi miał ciągle te same; bolały go pod wieczór od biegania, tak, że się gniewał na nie. Bał się, że ojciec gdy przyjedzie brać za niego pieniądze, rozgniewa się, gdy mu kupiec odtrąci z jego płacy za buty.
W zimie wstawał przed świtem, rąbał drzewo. zamiatał podwórze, karmił i poił krową, konia. Po-