Otwórz menu główne

Strona:Lew Tołstoj - Djabeł.djvu/118

Ta strona została przepisana.


coś robić, albo pytano, czy potrafi zrobić ta lub owo, bez najmniejszego wahania odpowiadał zawsze: — „Wszystko się robi“ i zaraz się brał do tego.
Modlitw nie znał żadnych. To, czego go matka uczyła, zapomniał, modlił się zaś rano i wieczór, robiąc rękami jedynie znak krzyża.
W ten sposób przeszło półtora roku. Wówczas właśnie w życiu jego zaszło niebywałe zdarzenie. Mianowicie dowiedział się ze zdumieniem, że między ludźmi oprócz tych stosunków, które on dotąd znał, są jeszcze zupełnie inne; że bywa tak, iż jeden człowiek niekoniecznie jest potrzebny drugiemu a mimo to chce mu usłużyć i odnosi się do niego życzliwie. I poczuł również, że jest właśnie takim człowiekiem, a dowiedział się o tem dzięki kucharce Ustynji. Ustynja była młodą sierotą i pracowała tak jak Alosza. Żal jej go było, a Alosza po raz pierwszy uczuł, że nie jego usługi, ale on sam jest komuś innemu potrzebny. Kiedy matka litowała się nad nim, nie zwracał na to uwagi; zdawało mu się że tak być powinno, że to tak jakby on sam płakał nad sobą. Tymczasem teraz nagle spostrzegł, że Ustynja, zupełnie obca żałuje go: zostawia mu w garnku kaszę z olejem, a gdy on je, patrzy na niego, podparłszy podbródek ręką. Spojrzy on na nią, ona się roześmieje, a on także.