Otwórz menu główne

Strona:Lew Tołstoj - Wiatronogi.djvu/43

Ta strona została przepisana.


a ludźmi. I dlatego nie mówiąc już o innych naszych zaletach, z tego jedynie względu możemy śmiało twierdzić, że na drabinie żywych istot znajdujemy się o kilka szczebli wyżej od ludzi. W ich życiu, przynajmniej w życiu tych, z którymi ja miałem do czynienia, główną rolę grają słowa — w naszem życiu czyny.
Otóż prawo nazywania mnie swoim koniem otrzymał koniuszy i dlatego sprał parobka. To odkrycie wywarło na mnie silne wrażenie. Ono, oraz srokata maść, ludzkie uwagi z tego powodu, strata matczynego uczucia, przejścia w młodości — oto warunki, dzięki którym stałem się takim poważnym wałachem, jakim mnie widzicie obecnie.
Byłem potrójnie nieszczęśliwy: byłem srokaty, byłem wałachem, a prócz tego ludziom się ubzdurało, że nie należę do siebie i Boga, jak to jest właściwe wszelkim żywym istotom, lecz że jestem własnością koniuszego. To ludzkie mniemanie obfitowało w skutki. Więc po pierwsze, trzymano mnie oddzielnie, karmiono lepiej, częściej też pędzano na lince i wcześniej zaczęto zaprzęgać. Po raz pierwszy stanąłem w zaprzęgu w trzecim roku życia. Pamiętam, jak koniuszy, który się uważał za mego właściciela, z całą bandą parobków zaczął mnie zaprzęgać, oczekując, że się będę sprzeciwiał i brykał. Wprowadzono mnie w hołoble, owinięto całego sznurami,