Otwórz menu główne

Strona:Lew Tołstoj - Wiatronogi.djvu/62

Ta strona została przepisana.


był także porządnym, choć trochę podszarganym człowiekiem,
Gotfryd wziął cygaro, ale gospodarz, ująwszy całą garść w sposób niezręczny, obdarzał niemi gościa..
— Nie — zobaczysz, jakie dobre — bierz!
Sierpiński odsunął cygara, a w oczach jego zamigotała uraza i wstyd.
— Dziękuję! spróbuj moich — rzekł — wyjmując papierośnicę. Gospodyni, jako osoba wrażliwa, zauważyła co się dzieje i szybko zaczęła mówić:
— Nadzwyczaj lubię cygara, gdyby wszyscy palili, paliłabym sama — tu uśmiechnęła się czarująco.
Sierpiński odpowiedział jej uśmiechem, przyczem okazało się, że mu brak dwóch zębów.
— No, weź! — uprzykrzał się tymczasem gruboskóry gospodarz — albo czekaj, mam inne, mocniejsze — Fritz, bringen Sie noch einen Kasten, dort zwei!
— Jakie wolisz, mocne? Te doskonałe — bierz wszystkie — namawiał go dalej. Był widać rad, że ma się przed kim pochwalić swoim bogactwem i nie rozumiał, o co chodzi.
Sierpiński zapalił, starając się nawiązać przerwaną rozmowę.
— A więc ile zapłaciłeś za Atłasa? — zapytał.