Strona:Lewis Wallace - Ben-Hur.djvu/425

Ta strona została skorygowana.

bym mu powiedział, że jego perska mądrość jest najmnieszą cząstką jego wiedzy.
Usta Egipcyanki przebiegł wyraz niezadowolenia.
— Jeśli mam mówić równie uczenie, jak ty — rzekła — to muszę zauważyć, że przymiot mniej cenny każe się domyślać więcej cennego... Racz mi odpowiedzieć, który to cenniejszy przymiot uznajesz w moim ojcu.
Simonides zwrócił się do niej, mówiąc z powagą.
— Prawdziwa mądrość dąży do Boga; prawdziwą mądrością jest znajomość Boga; zaprawdę, nikt z pomiędzy znanych mi ludzi nie posiada tej mądrości w wyższym stopniu od Baltazara i nikt od niego lepiej nie umie jej wypowiedzieć ani słowami ani czynami.
Chcąc skończyć rozmowę, podniósł kubek do ust i pił.
Iras zwróciła się znów ku Esterze.
— Cóż dziwnego, że mąż, co posiada miliony i całe floty na morzach, nie rozumie co lubią i w czem się kochają kobiety. Usuńmy się na chwilę i tam przy murze porozmawiamy trochę.
Poszły ku balustradzie i stanęły na tem samem miejscu, skąd Ben-Hur zrzucił był niegdyś dachówkę na Gratusa.
— Byłaś kiedy w Rzymie? — pytała Iras, bawiąc się swem naramiennikiem.
— Nie — odparła krótko Estera.
— I nie pragnęłabyś tam być kiedy?
— Nie.
— Ach! jakże życie twe jest pustem.
Po tym wykrzykniku nastąpiło westchnienie tak litościwe, że nie mogło być czulszem, gdyby los równie ciężki był przypadł jej samej. Za chwilę wybuchła znów tak głośnym śmiechem, że mógł być słyszanym na ulicy i mówiła: O ty święta prostoto!

— Drobne ptaszęta, co się gnieżdżą w uchu Sfinksa[1] na piaskach pustyni, w pobliżu świętego grodu Memfis, równe ci świadomością.

  1. Sfinks jest postacią wymarzoną: głowa człowieka, korpus lwa; u Egipcyan wyobrażenie słońca i króla. Sfinks, o którym tu mowa, to posąg na polu piramid w Memfis.