Strona:Liote.djvu/011

Ta strona została skorygowana.


zgrabnie obeszłam się z tacką, iż wielbiciel mój postradał ząb, zdaje się — ostatni; wreszcie chwyciłam ciężką, bronzową urnę... Wtedy staruszek umknął. Jak się też śmiałam — śmiałam — śmiałam...»
Ile sprytu i finezyi w tej młodziuchnej główce, bo posłuchaj tylko, co pisze dalej:
«Lecz ciebie, mój serdeczny «smarkaczu», proszę na wszystko, byś nie martwił się myślą, że Liote, gdy ją poślubisz, będzie potem i z tobą wojowała tackami lub poparzy cię gotowaną wodą, jak to czynią czasem niedobre żony. O nie, ja na ciebie, mój słodziutki, mam mały, najmniejszy, cały atłasowy i miękki... pantofelek!»
Tyle Liote, a teraz czekam na wieści od ciebie, Hwashano; przemóż swe lenistwo i napisz obszernie, a cofnę wtedy niektóre z użytych tu wyrażeń, oraz przyznam, iż jesteś w gruncie daleko lepszy, niż się wydajesz, gdy umyślnie kryjesz swą twarz pod maską szydercy i cynika.




Hakodate (Japonia).


Mito, młodzieńcze, oto jest moja odpowiedź: po pierwsze nie przyznawaj mi żad-