Strona:Liote.djvu/018

Ta strona została skorygowana.


zmianom, bo to, co malowało się teraz na jej twarzyczce i w oczach, nie było ani powściągliwą powagą, ani wpółdziecięcą uciechą. To był smutek.
Ujrzawszy mnie, szepnęła:
— Oh, panie Hwashano, życie jest złe, smutne i niesprawiedliwe.
Zaskoczyła mnie gorycz tego naiwnego wyznania, powtórzyłem więc tylko, jak echo:
— Tak, życie bywa niesprawiedliwe, smutne i złe. Zwłaszcza — dodałem — dla osób, które dobrowolnie przysparzają sobie zmartwień i zamykają oczy na radosną i ponętną życia stronę.
— Może to nie ich wina — odrzekła z powagą, z którą podług mnie nie jest jej do twarzy. — Może to oczy ich inaczej jakoś są utworzone. Bo proszę pana, wszak dla jaskółki radosną stroną życia jest światło dzienne, przestworza jasne, rozległe, a sowie sprawiają radość nocne mroki, lot pod dusznym sklepieniem piwnic.
Z usposobienia Liote i słów jej miarkuję, że gdybyś ty był właścicielem owego pałacu podmiejskiego, wtedy życie byłoby «sprawiedliwe, wesołe i dobre».
Niestety — obym się mylił — nie sądzę