Strona:Liote.djvu/121

Ta strona została uwierzytelniona.
— 117 —

suteryn, polując przytem skwapliwie na jaki drastyczny szczegół.
Uciechę stanowiły dla niego odgłosy kłótni, wymysłów, bójek małżeńskich, płaczu i wrzasku dzieci bitych, lub bijących się ze sobą. Musiał zawsze dotrzeć przyczyny tego wszystkiego; znał wszystkich doskonale, wiedział, które pary są istotnie zaślubione, które żyją na wiarę.
A wszystkich wogóle podejrzywał o występki, którym chciał przeciwstawić swoją cnotliwość, umiejącą obywać się bez środków, zbytnio potępianych. W mężczyznach wietrzył złodziei (nie byłaż to zemsta za »głodną wieś?«), o kobietach był zdania, że muszą sobie ukradkiem dopomagać, frymarcząć cnotą.


VI.

Ludzie, u których Sitok decydował się zamieszkać, musieli ściśle odpowiadać jego wymaganiom.
Szło mu o trzy rzeczy. Żeby nie mieszkać z oddającymi się żebraninie, gdyż kolegów swoich nie cierpiał. Żeby jednak mie-