Strona:Liote.djvu/176

Ta strona została uwierzytelniona.
— 172 —

cząco, jakby rzec chciał: «Jeszcze-ś tu, czy to pomieszkanie będzie twoje?»
Za chwilę wlokła się po pod ścianami domów, głowę opuściwszy, jak pies od legowiska nieswojego odpędzony.


IV.

Z szarych, grubych, szorstkich nici utkana wstęga jej życia...
Weź zwój ten do ręki — jaki ciężki...
Porównaj go ze zwojem wstążki jedwabnej — miękkiej, lekkiej, delikatnej, pieściwej w dotknięciu, połyskliwej a mieniącej się — gdy ją rozwijasz — w odcienia coraz inne, coraz milsze. Ta ci wzrok usidla, tamta w oczy kłóje.
Tamtej zwój za zwojem, własnym ciągniony ciężarem, z dłoni ci się wysuwa — i zwój za zwojem jednako szare, ostre, drapiące. Patrz, patrz — nie ma tu nici, które do żywota ludzkiego wplata radość, pogoda, słońce, oddech wolny i czysty, powiew z pól i lasów, słodycz ludzkiej przyjaźni, ucałowania niewinnej, rumieniącej się miłości; niema