Strona:Listy O. Jana Beyzyma T. J. apostoła trędowatych na Madagaskarze.djvu/517

Ta strona została przepisana.

nim pójdziecie na robotę. — I mówiąc to, dałem każdemu papierosa.
Była to dla nich prawdziwa niespodzianka, bo prawdopodobnie spodziewali się, że oberwą co za swą ranna kłótnię — wybuchnęli głośnym śmiechem i zadowoleni z obrotu rzeczy, poszli razem palić papierosy, a potem do pracy — o niezgodzie i złym humorze już i mowy nie było.
No co, Ojcze, czyż nie są to stare dzieci?
Tyle narazie co do naszego życia.
Teraz Ojcu opowiem, co się dowiedziałem z zewnątrz, t. j. z poza naszej szpitalnej klauzury. Widoczna kara Boża spotkała tu wielu ludzi. W pewnej miejscowości, o niespełna dwu godzin drogi od Fianarantsoa, zebrał się wielu ludzi na fiandrawanana; byli tam chrześcijanie i poganie razem. To fiandrawanana jest ohydny zwyczaj u Malgaszów: jest to pogrzeb, na który zbiera się wielu ludzi; trupa nie grzebią, ale trzymają go długo pomiędzy sobą, biją woły, gotują wiele mięsa, sprowadzają wiele rumu, jedzą, upijają się, grają, tańczą, śpiewają, oddają się zupełnie najohydniejszej rozpuście i bezwstydowi, słowem takie fiandrawanana jest to szereg najobrzydliwszych orgij na cześć szatana. Rzecz jasna, ze przytem gusła i czary są tam an porządku dziennym. Walczą przeciw temu nasi Ojcowie, gdzie i jak mogą, ale niełatwo to idzie. Otóż podczas takiego fiandrawanana w miejscu wyżej wspomnianem, trzepnął piorun i na miejscu trupem położył 32 ludzi, a ranił 47. Niewiadomo jeszcze, czy ci ranni zostaną przy życiu. Niedaleko od tego miejsca, w podobnej okoliczności piorun zabił 18 osób. Czy ta nauczka po-