Strona:Lucjan Siemieński-Portrety literackie.djvu/205

Ta strona została przepisana.

Nadszedł nareszcie dzień upragniony. Na wieczór zebrało się grom gości przypuszczonych do tajemnicy w pałacu księcia podkomorzego.
Cagliostro kazał zawiesić czarną oponę we drzwiach prowadzących ze sali do pobocznego pokoju, na obecnych osobach wymógł zaręczenie pod słowem honoru, że dochowają ścisłéj tajemnicy, poczem wszczął rozmowę o swoich podróżach, o rozmaitych experymentach co do zamiany podłych metali na złoto, o elixirze dającym życie nieśmiertelne i o duchach wielkich mężów starożytności, wywoływanych mocą zaklęć kabalistycznych. Rozmowa ta nastrajała umysły do spotkania się z jakąś nadzwyczajnością.....
Na tym wstępie skończyło się to posiedzenie. Jaki taki wlepiał oczy w czarne sukno, ale nic na niem, ani po za niem, nie pokazało się.
W trzy dni dopiéro, zeszli się znowu ci sami goście. Cagliostro nastroiwszy uroczystą minę, wszedł, trzymając ośmioletnią dziewczynę za rękę i wprowadził ją do pokoju zasłoniętego czarną oponą, gdzie olejkiem natarł jéj dłoń i robił jakieś hocus pocus z dobytą szpadą i arabską książką... poczem przeszedłszy do ogólnéj sali zaczął zadawać jéj pytania przez drzwi na pół uchylone.