Strona:Lucjan Siemieński-Portrety literackie.djvu/520

Ta strona została przepisana.

pstwem prostego rozumowania: niechcecie mię, więc po cóż się mam narzucać? —
Świat jednak wie, że pióra niezłożył; jak go niezłożył ojciec francuzkiéj trajedyi, gdy na krzywdzące zarzuty Skuderego pierwszy manuskrypt Cyda rzucił był w ogień.
Tymczasem komedya Fredry, przedtém dane na scenie, utrzymują się na niéj, przeszedłszy na własność stołecznych i prowincyonalnych repertoarów. Publiczność je lubi i czerpie z nich myśl wesołą, zupełnie jak kiedy się jest w towarzystwie przyjemnego, wesołego i dowcipnego człowieka, który zna świat, zna ludzi, umie odkrywać ich strony śmieszne, żartować z nich, nie wymieniając jednak nikogo po nazwisku, ani też wytykając palcem w sposób krzywdzący. Jest to malarz, a nie fotograf; bystry obserwator, a nie satyryk; a nadewszystko talent dramatyczny czystéj próby, jakiego przed nim, ani po nim niebyło.
Kto chce bezinteresownie oceniać komedye Fredry, nie może ich brać w każdém usposobieniu, ani pod wpływem najsprzeczniejszych wrażeń, jakiemi umysł nasz bywa miotany. Twory pióra, jak twory pędzla, ażeby dały się dobrze zrozumieć i osądzić, potrzebują nietylko stać we właściwem