Strona:Lucy Maud Montgomery - Ania z Wyspy.djvu/50

Ta strona została uwierzytelniona.
ROZDZIAŁ V.
Listy z domu.

Przez następne trzy tygodnie Ania i Priscilla czuły się nadal jak obce w obcym kraju. Potem nagle wszystko skupiło się jakby w jednem ognisku: Redmond, profesorowie, sale wykładowe, studenci, studja i życie towarzyskie. Nowicjusze, dotąd obcy sobie, znaleźli się nagle w jednej klasie, ze wspólnym duchem klasy, wrzawą klasy, interesami klasy, antypatjami klasy i amibcjami klasy. Wygrawszy mecz sportowy ze starszymi studentami, zdobyli sobie odrazu poważanie innych klas i wielką pewność siebie. Zasługa tego zwycięstwa przypadała Gilbertowi Blythowi, który ułożył specjalny plan strategiczny, co pomieszało szyki starszych. W nagrodę za to obrany ostał prezydentem klasy nowicjuszów, a ponadto zaproszone go na członka korporacji „Lamba Theta“, co było rzadkiem odznaczeniem dla nowicjusza. Przed ceremonją przyjęcia do korporacji musiał przemaszerować wszystkie ruchliwe ulice Kingsportu w olbrzymim kapeluszu z rondem i w wielkim fartuchu z wzorzystego perkalu. Zrobił to chętnie, z gracją zdejmując wielki kapelusz, gdy spotykał znajome panie. Karol Slone, którego nie zaproszono do korporacji, oznajmił Ani, że nie rozumie, jak Blythe mógł się na to zdobyć; on ze swej strony nigdyby się tak dalece nie poniżył.
— Wyobrazić sobie Karolka Slona w perkalowym fartuchu i kapeluszu od słońca! — zachichotała Priscilla. — Wyglądałby zupełnie jak jego stara babcia Slonowa!