Strona:Lucy Maud Montgomery - Dolina Tęczy.djvu/221

Ta strona została przepisana.

przysłała. Kocham go nawet więcej, niż Adama.
— Ale macochy muszą się zmienić. Mary powiada, że to wcale nie jest ich wina. Już mniejsza o bicie, ale nie mogłabym znieść, żeby nas ojciec przestał kochać.
— To już byłoby zupełnie niemożliwe. Nie bądź głupia, Uno. Zaręczam ci, że niema się czem martwić. Zresztą, jeżeli będziemy przestrzegali prawideł naszego klubu i będziemy się dobrze sprawować, ojciec nawet nie pomyśli o małżeństwie. A skoro już nawet postanowił się ożenić, to jestem pewna, że panna West będzie dla nas dobra.
Lecz Una nie miała tej pewności i długo nie mogła zasnąć, płacząc cichutko z twarzyczką wtuloną w poduszkę.

ROZDZIAŁ XXIV.
Litościwy uczynek.

Przez dwa tygodnie wszystko szło jak najlepiej w klubie „Dobrego Prowadzenia Się“. Prace klubu postępowały naprzód w jak najlepszym porządku i nawet Jim Blythe ani razu nie był powoływany na arbitra. W Glen ucichły opowiadania o dzieciach z plebanji. Za każde najmniejsze przewinienie wymierzano srogie kary, po których każdy ze skazańców z trudem wyciągał obolałe kości w twardem swem łóżku. Za szeptanie w szkole niedzielnej Flora wyznaczyła sobie karę sama w postaci przymusowego milczenia przez cały dzień. Stało