Strona:Lucy Maud Montgomery - Dolina Tęczy.djvu/86

Ta strona została przepisana.
ROZDZIAŁ IX.
Interwencja Uny.

Panna Kornelja odbyła dłuższą rozmowę z pastorem i to, co mu powiedziała wywarło na nim piorunujące wrażenie. Wykazała mu panna Kornelja całą lekkomyślność, że przygarnął do siebie taką przybłędę, jak Mary Vance i że pozwolił, aby jego własne dzieci uczyły się od niej najrozmaitszych brzydkich manier.
— Nie mówię, że to wyrządziło komuś jakąś krzywdę, — ciągnęła panna Kornelja. — Mary nie jest złą dziewczyną w pełnem znaczeniu tego słowa. Zapytywałam pańskie dzieci i dzieci Blythe‘ów, a z odpowiedzi ich wywnioskowałam, że tej małej nie można mieć nic do zarzucenia, oprócz tego, że jest trochę zmanierowana i operuje niezbyt parlamentarnym językiem. Ale nie wiadomo do czego mogłoby dojść, gdyby została tu dłużej. Pamięta pan czego się nauczyły dzieci Flaggów od tego małego, niesfornego Jima.
Pan Meredith pamiętał doskonale i był coraz bardziej przerażony swą lekkomyślnością pod tym względem.
— Ale co począć, pani Elliott? — zapytał bezradnie. — Przecież nie możemy wyrzucić tego biedactwa. Musi się nią ktoś opiekować.
— Oczywiście. Najlepiej napisać zaraz do zarządu przytułku w Hopetown. Tymczasem mała musi tu zostać do chwili otrzymania od zarządu od-