Strona:Ludwik Gallet - Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac.djvu/149

Ta strona została skorygowana.

ustępujących mimowolnie bandytów, nic sobie nie czyniąc z błyszczących nożów i szpad obnażonych, i zwolna, podtrzymując osłabionego Sulpicjusza, jął zstępować ze schodów.
Gdy zniknął, Rinaldo parsknął śmiechem szyderskim.
— Beze mnie — rzekł do Ben Joela — byłbyś palnął niepowetowane głupstwo.
— Ja łaknę jego krwi — warknął cygan, tocząc dokoła spojrzenie złowrogie — i prędzej lub później napić się jej muszę!
— Oddam ci na własność twoją ofiarę, gdy już nie będzie mi potrzebna. A możesz być pewny, że już ci się nie wymknie. Od tej chwili, trzymam go ni mniej, ni więcej, tylko tak właśnie, jak się trzyma na nitce uwiązanego za łapę chrabąszcza.
To świetne porównanie wymownego Rinalda położyło koniec rozmowie.
Dwaj ranni zostali wyniesieni przez przyjaciół, i Zilla pozostała sama w swej komnacie, gdzie śladem przejścia Cyranowego była straszna całego mieszkania ruina.


XVII

Nazajutrz po tych wypadkach, jakiś chuderlawy, na obie nogi utykający, staruszek zatrzymał się przed domem, w którym mieszkał Cyrano, a który był w rodzaju dość przyzwoicie wyglądającego zajazdu. Po chwilowem wahaniu się staruszek wszedł, a raczej wśliznął się nieśmiało do wspólnej izby gościnnej na dole. Miał on na sobie czarny, wytarty kaftan, za krótkie spodnie, ściśnięte pasem skórzanym, u którego przywiązane były przyrządy do pisania, a wreszcie szare pończochy, opadające na przestronne, ciężkie trzewiki bez sznurowadeł. Za-