Strona:Ludwik Gallet - Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac.djvu/181

Ta strona została skorygowana.

— Bądź spokojny, kochany panie. Zobaczysz dziś wieczorem, jak to według wszelkich prawideł kładzie się swego zapaśnika tak, aby nie mógł się już podnieść.
Castilłan spędził resztę dnia w wynajętej izdebce, gdzie napisał długi list do Cyrana.
Pismo to dał do przechowania jednemu ze swych sekundantów, zalecając, żeby zawiózł je do Paryża na wypadek, gdyby pojedynek zakończył się dlań nieszczęśliwie. Oficer przyrzekł mu to solennie.
Młodzieniec ujął następnie szpadę, aby się rozruszać; po krótkiem egzercytowaniu się schował ją do pochwy, zadowolony z siebie. Uczeń Cyrana w sztuce szermierskiej mało sobie czynił z grożącego mu niebezpieczeństwa, a ów pojedynek przy latarni, którego zasady znał wybornie i na który Esteban tak wiele liczyć się zdawał, nie przysparzał mu najmniejszego kłopotu.
Gdy nadeszła godzina spotkania. Castillan zeszedł ze swymi sekundantami do izby gościnnej, gdzie czekali już Esteban i jego kamraci.
— Zaopatrzyłem się już w potrzebne przyrządy rzekł zbir. — Gospodarz pożyczył ślepej latarki, a co do reszty, sądzę, że moja opończa jest dostatecznie szeroka, aby nam w tym wypadku usłużyć.
— Doskonale — rzekł Castillan, — Do dzieła zatem, panowie.
Ztyłu oberży znajdowało się małe podwórko, którego ziemia twarda i równo ubita, przedstawiała odpowiednie do zapasów miejsce.
Tu postanowiono rozprawić się,wszyscy bo wiem jednozgodnie osądzili, że nie należy nadawać sprawie rozgłosu, wtajemniczać w nią ludzi postronnych i budzić czujności straży.
Esteban położył na ziemi zapaloną latarnię, oraz swą opończę i rzekł do Castillana: