Strona:Ludwik Gallet - Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac.djvu/318

Ta strona została przepisana.

nością tygrysa, i najpierw dla ścisłości, przeszukał szybko wszystkie szuflady, komody i biurkka, następnie zabrał się do dębowej szafki, w której od początku domyślał się zamkniętego skarbu.
Zbadawszy wprawną ręką zamek, podsadził pod drzwi kawał żelaza i nacisnął go całym ciężarem ciała. Drzwi trzasnęły, ale zamek nie ustąpił.
Ben Joel, zajęty całkowicie swem dziełem, zabrał się natychmiast, bez jednej chwili odpoczynku, do powtórzenia próby.
W tej chwili, za plecami jego, rozległ się donośny głos proboszcza:
— Hola! mości Castillanie!— mówił ksiądz Szablisty, stojąc na środku pokoju spokojnie, z założonemi napiersi rękomoa cóż to tam waćpan porabiasz.
To szydercze zapytanie było dla cygana jakby pchnięciem noża. Odskoczył od szafki i zwrócił się do proboszcza, zuchwale stawiając czoło niebezpieczeństwu.
Złapany na gorącym uczynku, nie mógł zapierać się, i szukać ocalenia w wykrętach. Ściskając ostry nóż w ręce i przybierając groźną postawę, rzekł drwiąco:
—Zanadto pośpieszyłeś się, ojcze ze mszą. Tem gorzej dla ciebie!
—Nętdzniku!—zagrzmiał ksiądz Jakób — Jak śmiesz to zrobić?
Cygan rzucił się z podniesionym nożem.
W chwili, gdy ręka jego opuszczała się,aby zadać cios śmirtelny,proboszcz pochwycił ją w powietrzu i ścisnął silnie.
—Rzuć nóż! — rozkazał jednocześnie.
Rozkaz był zbyteczny.Zdrętwione od żelaznego uścisku palce zbója same się otworzyły, wypuszczając zabójcze żelazo,które upadło z brzękiem na podłogę.