Strona:Ludwik Gallet - Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac.djvu/334

Ta strona została przepisana.

— Jeśli cierpi, cierpień swych nie ujawnia.. Nigdym nie słyszał, aby się skarżył.
Johann, powiedziawszy to, poruszył się niespokojnie i dodał: — Ale przepraszam panią, już pora wracać do Chatelet, i jeśli to o tego Manuela idzie pani, tom powiedział już wszystko, co mi o nim było wiadome.
Powiedziawszy to, wyciągnął z kieszeni mały, srebrny pieniążek i chciał go wcisnąć w rękę cyganki.
Zilla odsunęła łagodnie jego rękę.
— Jeszcze chwilkę — rzekła. — Ja nie powiedziałam jeszcze wszystkiego. I jeżeli od pana nic już więcej dowiedzieć się. nie mogę, prosić go będę wzamian zato o jedną wielką łaskę.
— Powiedziałem już, że będę szczęśliwy, mogąc przysłużyć się pani czemkolwiek. Proszę jednak mówić prędko, gdyż jeśli dozorca zobaczy, że rozmawiam z panią, nie minie mnie kara.
— Nie! Bóg uchroni pana od tego, gdyż jesteś dobry i zacny. Temu Manuelowi, którego znasz i którego ja kocham, zagraża wielkie nie bezpieczeństwo. Ma on potężnych wrogów. Przypomnij pan sobie: czy nie zdarzyło mu się co niezwykłego?
— Odkąd?
— Odkąd przebywa w Chatelet. Zwłaszcza od dzisiejszego ranka.
— Nie, nic mu się nie zdarzyło. Odwiedzał go tylko starosta, w celu indagacji, oraz pewien szlachcic, który miał upoważnienie do widzenia się z nim. Po za tem, nie przypominam sobie nic godnego uwagi.
— A ten szlachcic?...Czy przychodził wczoraj wieczorem?
—Nie!
Zilla odetchnęła.